KAZIMIERZ BRODZIŃSKI – ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ

Kazimierza Brodziński (1791-1835), podobnie jak wcześniej Bogusławski, Zabłocki czy Niemcewicz – członek działających na ziemiach polskich lóż wolnomularskich, organizacji odgrywających niebłahą rolę w rozprzestrzenianiu idei oświecenia. W twórczości tego poety i krytyka, jednej z najważniejszych bez wątpienia postaci polskiego piśmiennictwa w okresie przedromantycznym, wyróżnić można nawet osobną grupę tekstów, które pisane były na okoliczność posiedzeń odbywanych przez przedstawicieli masonerii, na przykład w związku z przyjmowaniem do jej grona kolejnych „braci”. Stawały się one w ten sposób literackimi manifestami środowiska. Tego typu wierszem, ujawniającym przynależność autora do kręgu wyznawców określonego systemu wartości, jest Wolność, wiara, światło. To ostatnie – czytamy – z szczytów świątyń mularskich zaświeciło ziemi, aby cnoty drogami powiodło prawemi.

Reklama

Brodziński, wysławiając „mularzy”, wskazuje na nich wszakże nie tylko jako na reprezentantów oświeconego rodu ziemskiego. Jeszcze ważniejsze jest dla niego to, że za ich sprawą pozbawiony ojczyzny naród w przyszłości odzyska, co w przeszłości stracił. Niewiele mamy w naszej literaturze utworów, które z taką stanowczością wiązałyby patriotyczną refleksję z przedstawioną przy wykorzystaniu symboliki światła aksjologią wolnomularską.

O ile podobne utwory nakazują postrzegać Brodzińskiego jako pisarza przynależącego myślowo do kultury oświecenia w jej racjonalistycznym wymiarze, to faktem jest przecież, że w dziejach polskiej literatury zaznaczył się on głównie jako twórca elegii oraz sielanek, ilustrujących wyrażane przezeń w pracach krytycznych poglądy na istotę pisarstwa. Tymi pierwszymi późniejszy autor Wiesława debiutował, powracając w nich do swoich doświadczeń z czasów służby w armii Księstwa Warszawskiego.

Typowe dla ich nastroju, przejmujące, mimo że wyciszone emocjonalnie, wyznanie odczytujemy z wiersza „Żołnierz nad rzeką Moskwą” w r. 1812. Podmiot liryczny tego utworu, pozostając z dala od bliskich, roztacza wizję swojej śmierci na obcej ziemi. Uczucie żalu wzmaga tam tęsknota za ukochaną, która nie doczeka jego powrotu. Całość, unikająca łatwego, konwencjonalnego dramatyzowania, koresponduje z przemyśleniami sformułowanymi przez Brodzińskiego po latach w rozprawie „O elegii” (1822), gdzie stwierdzał, iż tego typu literatura nie może zajmować gwałtownych uniesień; spokojnym smutkiem tylko być powinna. Łagodna uczuciowość, budowana tutaj także przez obrazy dalekiej niwy, szumiących nad brzegiem rzeki drzew i szczerze rozlewanych łez – nadaje wierszowi tonację sentymentalną, znamienną również dla atmosfery sielankowych tekstów poety.

Przyszły redaktor „Pamiętnika Warszawskiego” był jednak pisarzem zbyt wszechstronnym, by można go zaszufladkować w taki właśnie sposób. W cytowanym tu piśmie sam dostrzegał zresztą zróżnicowanie elegii i dokonywał ich podziału na: miłosne oraz „heroidy” – w tych drugich ukazywana być miała strata osób znakomitych lub nieszczęścia ojczyzny. Oba te warunki znalazły tragiczne spełnienie w śmierci księcia Józefa Poniatowskiego. Wydarzenie to stanowiło dla Polaków kres napoleońskiej epopei, nie powinno więc zaskakiwać, że postaci królewskiego bratanka swe utwory poświęciło wówczas wielu. Kilka wierszy napisał też Brodziński, a najciekawszym z nich, bo łączącym zręcznie obraz pogrzebu mężnego Hektora tak z przy pomnieniem jego zwycięskich bitew, jak i wyrażeniem nadziei na plon pracy wielkiego wodza – wydaje się być ten o incipicie „Cóż to za dzień żałobny na Lechitów ziemi?…”

Tematyka, a nawet szczegóły sytuacji lirycznej obu wspomnianych tekstów Brodzińskiego znajdowały realizację w twórczości niemałej grupy poetów-uczestników tamtych zdarzeń (wspomnijmy tu tylko Kantorberego Tymowskiego, autora Dumań żołnierza polskiego w starożytnym zamku Maurów nad Tagiem); oryginalność talentu pisarza objawiła się natomiast w jego lirycznych refleksjach nad przemijaniem, pochodzących z końcowego już okresu życia. Wiersze takie jak: „Na piasku piszem rachuby z nadzieją” czy „Czas ulata niewstrzymany…” wpisują się wprawdzie w elegijny wymiar tej twórczości, to jednak, co różni je od wcześniejszych utworów poety, to uniwersalny, wykraczający poza historyczny kontekst, charakter składających się na ich treść rozważań. Pozwala on mówić o niesłabnącym oddziaływaniu filozofii stoicyzmu także na piśmiennictwo ostatniej generacji polskiego oświecenia. Wspomniana rozprawa „O elegii”, choć ważna dla sprecyzowania bliskiej Brodzińskiemu wizji literatury, nie była jednakże najważniejszą pośród jego krytyczno-polemicznych wypowiedzi.

Jeszcze w roku 1818 ukazała się słynna praca „O klasyczności i romantyczności” tudzież o duchu poezji polskiej, która to wywołała ostry sprzeciw zwolenników klasycyzmu, reprezentowanych przede wszystkim przez Jana Śniadeckiego (O pismach klasycznych i romantycznych, 1819). Jej dopełnieniem były tezy zawarte w szkicu O idylli pod względem moralnym (1823), tak jak i poprzednie artykuły pisarza opublikowanym na łamach „Pamiętnika Warszawskiego”.

Reprezentowana w obu tych pracach koncepcja literatury narodowej sięgała swoją genezą do nasilającej się w 2. połowie XVIII wieku fascynacji ludowością. Akcentowanie znaczenia tej ostatniej dla odkrycia kulturowych źródeł piśmiennictwa poszczególnych nacji zyskało na sile tyleż wskutek publikacji Osjana (jego fragmenty Brodziński zresztą tłumaczył), co za przyczyną historiozoficznych rozważań Johanna Gottfrieda Herdera (1744-1803), filozofa kultury nobilitującego badania nad folklorem jako jedną z metod przybliżających poznanie „ducha” narodowych społeczności.

Dla Brodzińskiego, czytelnika niemieckiego myśliciela, było rzeczą oczywistą, że ów duch objawiać musi się w poezji, ta bowiem być powinna zwierciadłem języka, czucia i obyczajów każdego narodu. Przeciwstawiając się bezrefleksyjnemu naśladownictwu tak „mistyczności” Niemców, jak i klasycznego „gustu francuskiego”, wskazywał on rolnicze obrazy wiejskości i rodzimego pożycia jako tematykę odpowiadającą łagodnej tkliwości […] i uwielbieniu szlachetnych, obywatelskich czynów, które to wyznaczały w jego przekonaniu odrębność literackich dokonań Polaków, od czasów zygmuntowskich począwszy.

Gatunkiem, jaki realizację podobnych celów umożliwiał, a tym samym zyskiwał walor nie tylko estetyczny, ale i etyczny – miała być, rzecz jasna, sielanka. Brodziński sceptycznie jednak odnosił się do budującego istotną część jej tradycji, pasterskiego kostiumu. Jego widzenie idylli zbliżało się raczej ku przedstawieniu prostoty obyczajów, tym łatwiej dającej się uchwycić, im bliżej natury – zyskując szczęście w ograniczeniu – żyłyby ukazywane w tekście postacie. Fakt, że nie zawsze tak rozumianemu realizmowi był w swoich sielankach wierny, po części należy zapewne przypisać temu, iż większość z nich powstała zanim jeszcze skrystalizowały się wyłożone w przywołanych rozprawach poglądy poety na kształt i miejsce poszczególnych form gatunkowych w obszarze tego, co nazywał on „narodowym charakterem” literatury.

W kontekście przyjmowanej przez Brodzińskiego hierarchii wartości znacząca wydaje się konkluzja mało znanego, rozrachunkowego niejako, wiersza Niech o mnie w miastach, pałacach nie wspomną, którego przekorny tytuł zdradza, gdzie lokują się sympatie wypowiadającej się w nich osoby – porte parole autora. Rodzinne szczęście i ojczyste cnoty, swoje siedlisko znajdujące na wsi, były tym, co nucić chciał w tworzonych przez siebie piosnkach.

Sławę sielankopisarza przyniósł jednak ich autorowi „Wiesław” (1820), fabuła o przezwyciężającej wszelakie przeszkody miłości tytułowego bohatera do ubogiej dziewczyny. Sygnalizowany podtytułem („sielanka krakowska”) regionalizm tekstu był zabiegiem współgrającym z postulatami Brodzińskiego-teoretyka, nawiązywał jednocześnie do pisarskiej metody jego poprzednika, Wincentego Reklewskiego, twórcy cyklu „Pienia wiejskie” (1811), w którym uwagę zwracało właśnie wykorzystanie folkloru okolic Krakowa.

Historyczny wymiar utworu ujawniał się z kolei w dramatycznych wspomnieniach grabieży i podpaleń dokonywanych przez carskich sołdatów w czasie powstania kościuszkowskiego. Tamte zdarzenia umiejętnie zostały zresztą wplecione w tok akcji – to wtedy w ogólnej panice i zamieszaniu Halina, ukochana Wiesława, zgubiła się rodzicom, znikając bez śladu na długie lata. Szczęśliwy traf, a przede wszystkim przymioty obojga młodych, sprawią, że dawne krzywdy zostaną nagrodzone i powróci ona do domu już jako kandydatka na żonę długoletniego wychowanka cnotliwych gospodarzy.

Pokazany przez Brodzińskiego świat, mimo iż wzbogacony o elementy pozwalające dostrzec realistyczne tło prezentowanych tam wypadków, pozostaje wciąż obrazem rzeczywistości zmitologizowanej. Istotą tej mitologizacji jest ujawniona w postawach głównych bohaterów Wiesława, szlachetna, niczym nie skażona szczerość uczuć. To ona stanowi o „moralności” tej i wielu innych sielanek pisarza, nadając im rys sentymentalny, a w konsekwencji przesądzając o postrzeganiu – pamiętajmy, że niejednolitej przecież – twórczości ich autora w perspektywie literatury „czułej”. Ewolucja oświeceniowej idylli spowodowała jednakże, iż sama sceneria nie determinowała już charakteru kolejnych utworów. Kategoryzacja etyczna przesłoniła konwencje budowania sielankowej przestrzeni. Zdarzenia zarysowane przez Brodzińskiego w tekście „Halina i Staś” (1821), ukazujące folklor przedmieść, bo rozgrywające się w realiach czerniakowskiego odpustu, są tego potwierdzeniem.

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama