KOMEDIOPISARZ FRANCISZEK ZABŁOCKI

Postacią znacznie ważniejszą dla rozwoju polskiego komediopisarstwa był Franciszek Zabłocki (1752-1841), twórca – w przeciwieństwie do Bohomolca i Czartoryskiego – posługujący się w swoich tekstach nie prozą, a wierszem, co miało przyczynić się do wyraźnego zdynamizowania dialogów budujących akcję kolejnych jego dzieł. Tym, co upodobniało tę twórczość do teatralnych doświadczeń poprzedników, była formuła adaptacji dzieł obcych, głównie francuskich, której rezultatem pozostaje zdecydowana większość dramatów pisarza. Należą do nich również dwie, zasłużenie najlepiej dziś znane spośród licznych (54!) jego komedii: Fircyk w zalotach (1781) i Sarmatyzm (1785), traktowane jako symptomatyczne, bo ilustrujące niejednorodność dramatopisarskiego talentu jeszcze jednego z przyjaciół puławskiego dworu.

Reklama

Niewątpliwie bliższy dotychczasowej optyce teatru stanisławowskiego jest późniejszy z nich, uchodzący zdaniem badaczy za szczególny przykład czynienia przekładanych przez Zabłockiego tekstów zachowującymi krajowe obyczaje, tak jak chciał tego autor Panny na wydaniu. Sposób ujęcia tematyki tej komedii dowodzi, że ani związki ze środowiskiem Czartoryskich, ani coraz częściej w literaturze przedsejmowej spotykana skłonność do odchodzenia od jednoznacznie negatywnego ukazywania świata szlacheckiego tradycjonalizmu – nie powstrzymywały pisarza przed sporządzeniem zjadliwego, niedalekiego myśleniu publicystów „Monitora”, konterfektu naszych Sarmatów.

Satyryczny charakter dzieła budowany jest na kanwie historii konfliktu, w jakim znajdują się dwa sąsiadujące ze sobą rody zaściankowej szlachty. Ukazanych tam bohaterów demaskuje już sama przyczyna rozgrywającego się pomiędzy nimi sporu. Dowiadujemy się o niej z pierwszych słów przywódcy zwaśnionej z Żegotami familii Guronosów – dumnego i kłótliwego szlachcica, jak informuje się w didaskaliach. Przecież żona Żegoty, o co z nami zwada, Zawsze mi moją imość w kościele podsiada – wykrzykuje ów pieniacz, i to choćby poddaje pod rozwagę sposób myślenia obowiązujący w uosabianym przez niego świecie. Mający tak banalną genezę zajazd, jakiego dopuszczają się w końcu ludzie z uporem podkreślającego swój rodowód szlachetki, ma wprawdzie szczęśliwy, owocujący powszechną zgodą, finał, ale wątpliwe przymioty kierujących się wyłącznie dawnością parenteli (związków rodzinnych) awanturników przynoszą karykaturalny obraz tej społeczności.Jak to w komedii i tu musiały pojawić się postawy pozytywne, osłabiające cokolwiek wydźwięk toczonych w imię starożytnej świetności domu wojenek. Ich przykładem jest zachowanie niejakiego Skarbimira, rozsądnego szlachcica, próbującego zapobiec całej zawierusze. Wygłaszane przez niego poglądy kształtują racjonalistyczną tonację tekstu:

Co z tego przodkowania?

Rzecz do pośmiewiska! […]

A ja bym chętniejszy

Wziął za sędziego rozum, nad wszystko dawniejszy,

By przez te, śmiechu warte domów waszych wojny

Nie cierpiał cały dotąd powiat nasz spokojny.

Do tak właśnie ujawniającego się poloru przekonuje autor Sarmatyzmu, w samym zakończeniu przywołując koncyliacyjnie pamięć o narodowej niegdyś cnocie Polaków, jaką była umiejętność porozumienia się w sytuacji zagrożenia. Takie patriotyczne „kochajmy się” zabrzmi później jeszcze nie raz, choćby u Mickiewicza czy Fredry, a więc w utworach, które przyćmią swym znacze niem zabawną w warstwie języka, choć nie zawsze jednak zborną kompozycyjnie, komedię Zabłockiego.

Drugi z wymienionych powyżej tekstów komediowych przyszłego tłumacza słynnej powieści Henry Fieldinga (Podrzutek, czyli historia Tom-Dżona, 1793) zwykło się traktować jako najciekawszy w jego teatralnym dorobku. Popadano czasem przy tej okazji w przesadę, jak wtedy na przykład, kiedy stwierdzano, że komedia ta jest na tle oficjalnej literatury oświecenia zjawiskiem wyjątkowym. Dająca się niewątpliwie odczuć odrębność utworu bierze się z widocznych tak w kreacji postaci, jak i w sposobach organizacji miłosnej intrygi, ale przede wszystkim kryjących się w intelektualnej atmosferze tekstu odwołaniach do poetyki rokoka. W tym sensie rzeczywiście nazwać można Zabłockiego – jak to uczyniła Kostkiewiczowa – autorem śmiało sięgającym po wielorakie inspiracje i techniki dramatyczne. Do tej pory w stanisławowskim piśmiennictwie fircyk bywał synonimem pseudoelegancji, pozornej erudycji, lekkiego, niechętnie widzianego przez literacką dydaktykę, stosunku do świata. Tutaj twórca – nie rezygnując z klasycystycznej reguły trzech jedności – postąpił wbrew tej, wykorzystywanej już u Rzewuskiego, tradycji. Tytułowy bohater sztuki to nade wszystko prowadzący erotyczną grę kochanek.

Natura w nim dobra i szczera

[…] Kocha młode kobietki, lubi winko stare…

Lecz wreszcie, każdy człowiek ma swoją przywarę

– nie bez odautorskiej akceptacji charakteryzuje go pokrótce jego sługa. Głównym obiektem zainteresowania czytelnika czyni się ewolucję uczuć zaczynających łączyć przybyłego z Warszawy na prowincję galanta z siostrą jego przyjaciela, a jednocześnie pana domu – Podstoliną. Na cały ten salonowy flirt, wciągający z taką samą intensywnością oboje partnerów, nakładają się, stanowiące obyczajowo-filozoficzne memento tekstu, wypowiedzi żony gospodarza – Klarysy, która wysławia rozkosz – stan natury, a unikanie tejże nazywa skazą smaku. Wyczuwalny w wielu kwestiach Fircyka hedonizm nakazuje zaś widzieć utwór w kontekście nastroju niektórych wierszy Trembeckiego czy Węgierskiego.

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama