Aldous Huxley. Kontrapunkt

Spandrell spoglądał prawie triumfalnie to na nią, to na niego.

 -  Z młodymi mam ustaloną technikę. [...] Ustalona technika - powtórzył Spandrell. - Wybiera się dziewczęta nieszczęśliwe albo niezadowolone, albo takie, które chcą wstąpić na scenę, albo te, co próbują pisywać do miesięczników i stale uważają się za âmes incomprises, ponieważ redakcje odrzucają ich prace. - Uogólniał chełpliwie sprawę biednej małej Harriet Watkins. 

Reklama

Gdyby lakonicznie opowiedział swoją miłostkę z Harriet, nie wyglądałoby to na czyn bohaterski. Harriet była takim wzruszającym, bezbronnym stworzonkiem, każdy potrafiłby ją nabrać. Ale sprawa ta przedstawiona jako jeden z setek podobnych wypadków, opowiedziana stylem książki kucharskiej ("wybiera się nieszczęśliwie", przepis pani Beeton), wyglądała w jego mniemaniu niesłychanie cynicznie. - Postępuje się z początku bardzo dobrodusznie, jest się takim mądrym i czystym, po prostu starszym bratem. One uważają, że to jest zupełnie niezwykłe, ponieważ nigdy przedtem nie stykały się z nikim poza mieszczuchami o mieszczańskich pojęciach i mieszczańskich ambicjach. A więc jest się nadzwyczajnym, ponieważ wie się wiele o sztuce i zna się wszystkie światowe sławy, i nie myśli się wyłącznie o pieniądzach, i nie używa się języka brukowych pism. Odczuwają też trochę strachu - dodał pamiętając wyraz lękliwego podziwu u małej Harriet. 

- Jest się bardzo bezceremonialnym, a mimo to tak wytwornym, tak oswojonym z wielkimi ludźmi i wielkimi sprawami, tak zepsutym i równocześnie tak niezwykle dobrym, tak wykształconym, jest się takim wielkim podróżnikiem, takim błyskotliwym kosmopolitą i westendowcem (czy słyszeliście kiedy, jak mieszkańcy przedmieść mówią o West Endzie?), podobnym do owego pana z orderem Złotego Runa na reklamie papierosów "De Reszke". Tak, odczuwają trochę lęku, a jednocześnie są pełne uwielbienia. 

Wszystko się rozumie, wie się tak wiele o życiu w ogóle, a o ich duszach w szczególności i nie jest się ani trochę zalotnym i zuchwałym jak inni mężczyźni, ani trochę. Czują, że się zasługuje na pełne zaufanie, i tak jest rzeczywiście - przez pierwszych parę tygodni. Trzeba je  oswoić z pułapką i zupełnie obłaskawić. Trzeba, aby nabrały zaufania i nauczyły się nie lękać braterskiego pogłaskania po plecach albo niewinnego pocałunku w czoło. A tymczasem wyciąga się je na zwierzenia, na pogawędki o miłości, mówi się o miłości jak mężczyzna z mężczyzną, jak gdyby się było w równym z nimi wieku, jak gdyby i one przeszły przez takie same smutne rozczarowania i gorzkie doświadczenia. Są tym szalenie zgorszone - choć oczywiście nie dają tego po sobie poznać - ale równocześnie tak bardzo przejęte, tak niewypowiedzianie dumne. Po prostu za to samo kochają. Więc ostatecznie, kiedy sprawa wydaje się już dojrzała, kiedy są zupełnie oswojone i niczego się już nie boją, inscenizuje się zakończenie. 

Herbata w kawalerskim mieszkaniu - uprzednio przyzwyczaiły się do zupełnie niewinnych tam wizyt - po herbacie ma się pójść razem na obiad, nie ma więc potrzeby się spieszyć. Zmrok zapada, mówi się ze zniechęceniem, a jednak z uczuciem o tajemnicach miłości, przyrządza się cocktaile - bardzo mocne - nie przestając mówić, tak że w roztargnieniu ofiary piją bez opamiętania. I siedząc na podłodze u ich stóp zaczyna się leciusieńko głaskać nóżki w sposób zupełnie platoniczny, mówiąc wciąż o filozofii miłości, jakby zupełnie nie wiedząc, co czynią palce. Jeśli to nie wywołuje oburzenia, a cocktaile zrobiły swoje, reszta po-winna pójść bez trudu. 

Przynajmniej mnie się tak zawsze udawało. - Spandrell nalał sobie wódki i wypił. - Ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zostają kochankami. Rozwija się wówczas sokratesowe talenty. Rozwija się ich temperamenciki, przyzwyczaja się je - wciąż mądrze i cierpliwie, i ze słodyczą - do wszelkich wyuzdań zmysłowych. To się da zrobić. Im bardziej są niewinne, tym łatwiej to przychodzi. Można je doprowadzić w zupełnej naiwności do szczytu najwyszukańczej rozpusty. -  Nie wątpię o tym - powiedziała z oburzeniem Mary. - Ale w jakim celu? -  Dla zabawy - odparł Spandrell z teatralnym cynizmem. 

- Dla zabicia czasu i nudy. -   A przede wszystkim - odezwał się Rampion nie odrywając oczu od filiżanki z kawą - przede wszystkim dla zemsty. Jest to forma zemsty w stosunku do kobiet, kara za to, że są kobietami i są tak pociągające, sposób wyrażania im swojej nienawiści. Im i temu, co reprezentują. Sposób przejawiania nienawiści do samego siebie. I to właśnie cała bieda - mówił dalej, kierując nagle oskarżające spojrzenie błyszczących, bladych oczu na twarz swego rozmówcy - że ty siebie naprawdę nienawidzisz. Nienawidzisz najistotniejszego źródła swego życia, jego ostatecznej podstawy - bo nie da się zaprzeczyć, że płeć jest podstawą. A ty jej nienawidzisz, nienawidzisz. 



 Przekład Maria Godlewska

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama