Anglia w epoce wiktoriańskiej

Rozważania o światopoglądzie wiktoriańczyków musimy zacząć od religii. Bez znajomości klimatu religijnego nie bylibyśmy w stanie zrozumieć postaci duchownych gęsto zaludniających powieści George Eliot i Trollope’a, stracona dla nas byłaby poezja Hopkinsa i Arnolda, nie mówiąc już o "naturalnej nadprzyrodzoności" świata Wichrowych wzgórz.

W epoce poprzedzającej wstąpienie Wiktorii na tron Kościół anglikański oddziaływał nie tylko na sferę religijną, odciskał swoje piętno także na polityce. Nawet ci, którzy nie należeli do tego kościoła - Żydzi, rzymskokatolicy, dysydenci protestanccy -  musieli  stosować się do obrządku anglikańskiego - na przykład kiedy chcieli zawrzeć śluby małżeńskie, zarejestrować nowo narodzone dzieci albo pochować swoich zmarłych (często jedynym cmentarzem w okolicy był cmentarz anglikański). Musieli płacić podatki na utrzymanie Kościoła, którego nie byli częścią. Nie mogli studiować w Oksfordzie i Cambridge (do 1826 były to jedyne uniwersytety w Anglii), nie mieli też prawa zasiadać w Parlamencie.  

Reklama

W 1829 roku na mocy Catholic Emancipation Act (Aktu  równości katolików), wydanego po to, żeby uspokoić rzymskokatolicką społeczność w Irlandii, ograniczenia te zostały  częściowo  zniesione,  co wywołało  burzliwą dyskusję w obronie protestanckiego charakteru konstytucji, który  Catholic  Emancipation Act zdawał się naruszać. Została zagrożona uprzywilejowana pozycja Kościoła anglikańskiego. W ten sposób społeczeństwo podzieliło się na tych, którzy trwali przy starym porządku (arystokracja, ziemianie, Kościół anglikański) i tych, którzy utworzyli porządek nowy (handlowcy, przemysłowcy, dysydenci). Stary świat mieścił się na południu Anglii i na obszarach rolniczych, nowy na terenach zindustrializowanych, w Walii, środkowej i północnej Anglii. Do ogólnonarodowej dyskusji  w obronie  pozycji  kościoła  anglikańskiego w państwie włączył się tak zwany ruch oksfordzki, The Oxford Movement.

Jego czołowi reprezentanci to John Newman (1801-90), Robert Wilberforce (1800-57)  i  Hurrell  Froude   (1803-36) The Oxford Movement nie miał określonego "programu" w znaczeniu dzisiejszym. Była to grupa młodych uczonych z Oksfordu, broniąca autorytetu kościoła anglikańskiego w epoce racjonalizmu i liberalizmu. Chcieli oni przywrócić  powagę  sakramentom,  aurę  świętości  tajemnicy  objawienia, godność i romantyczne piękno religii, która zbyt niebezpiecznie zbliżyła się do modelu polegającego na ascetycznym studiowaniu Biblii. Te dążenia do rozbudowania ceremoniału paradoksalnie zbliżały The Oxford Movement do katolicyzmu (sam Newman zresztą przeszedł w końcu na katolizyzm i został nawet kardynałem). The Oxford Movement odkrywał  na nowo znaczenie autorytetu  Kościoła i rytuału. 

Natomiast ruch odrodzenia ewangelicznego (Puritan Revival - odnowienie purytańskie, ruch który można określić jako bliski metodystom, baptystom, nonkonformistom) akcentował głoszenie słowa Bożego, tą drogą    dążąc do celu identycznego jak The Oxford Movement - sprzeciwienie się "światowości", racjonalizmowi i empiryzmowi panującym w wiktoriańskiej rzeczywistości. O ile jednak konserwatywny Oksford zwracał się do tradycji, Puritan Revival to rzecznicy porządku  nowego:  ich  wiara  zalecała  życie w samodyscyplinie, ciężkiej pracy, trzeźwości, poszanowaniu słowa. Paradoksalnie, te właśnie cechy były przydatne w robieniu interesów i bardzo zbliżyły przedstawicieli ruchu do spraw światowych. Stereotyp purytanina w kulturze wiktoriańskiej to dobrze prosperujący kaznodzieja, biznesman trzeźwo myślący i poważny, mówiący o świecie przyszłym  i   jednocześnie   korzystający z uroków świata doczesnego. 

W powieści wiktoriańskiej bywa zwykle przedstawiany w krzywym zwierciadle - jako sadysta (Brocklehurst  w  Dziwnych  losach  Jane Eyre  Charlotte  Brontë,  Murdstone  w   Dawidzie Copperfieldzie Dickensa), hipokryta (Chadband w Bleak House / Dom na pustkowiu Dickensa) i karierowicz (Slope w Barchester Towers / Wieża Barchester Trollope’a). Przykładem pozytywnej postaci jest Dinah Morris, bohaterka powieści George Eliot Adam Bede (Adam Bede,  1859), która nawraca wieśniaków w płomiennym kazaniu wygłaszanym pod gołym niebem. Czas jednak napisać o dziele, które zainspirowało wielu naukowców i myślicieli stulecia. Chodzi o Origin of Species (O  powstaniu  gatunków, 1859) Darwina. Charles Darwin (1809-82) miał kłopoty w życiu prywatnym. Jako dziecko uczył się słabo, ojciec zarzucał mu, że interesuje go jedynie łowienie   szczurów i strzelanie z procy i prorokował, że Charles z pewnością przyniesie hańbę rodzinie. Z kolei w drugiej połowie życia, przez prawie 40 lat Darwin miewał omdlenia: mówiono, że cierpi też na hipochondrię i inne zaburzenia umysłowe. 

Ostatnio naukowcy odkryli, że Darwin cierpiał prawdopodobnie na chorobę Chagasa, wówczas nieznaną, spowodowaną ukąszeniem południowoamerykańskiego owada. Za to w życiu zawodowym mógł się uważać za szczęściarza. W Cambridge, gdzie studiował, aby zostać duchownym (wbrew swojej woli), został zauważony przez profesora botaniki, Johna Henslowa, który polecił go jako przyrodnika na statek "The  Beagle". Pięć lat podróży dookoła świata, wspaniałe wyspy Galapagos, gdzie mógł zauważyć i studiować zróżnicowanie gatunków, zainspirowały jego pracę naukową. Poprzez matkę i żonę miał dostęp do fortuny Wedgewoodów (producenci porcelany), co oznaczało zupełną niezależność finansową, bez konieczności szukania posady w świecie polityki czy kościoła, a nawet nauki. Miał też ogromne szczęście, że Alfred Russel Wallace (1823-1913), nie opublikował wcześniej swoich obserwacji z archipelagu malajskiego, gdzie wyłożył teorię ewolucji przez selekcję naturalną. W ten sposób to Darwin, a nie Wallace jest uważany za pierwszego wyraziciela tej teorii (Wallace skromnie wysłał swoje notatki Darwinowi, aby ten zrobił z nich użytek). Darwin miał również szczęście w doborze przyjaciół - T.H. Huxley po publikacji zażarcie bronił Origin of Species, dzieła ogólnie uważanego za tak kontrowersyjne. Thomas Henry Huxley (ojciec Aldousa) to postać barwna, autor wielu esejów, między innymi Man’s Place in Nature (Miejsce  człowieka  w naturze,  1863).  W roku  1860  wdał  się w Oksfordzie w dyskusję z biskupem Samuelem Wilberforce. Biskup zapytał Huxleya: Jeśli ktoś nawet  byłby  skłonny  szukać  swego  dziadka  wśród  małp,  czy szukałby tam równie chętnie swojej babki? 

Huxley, najwierniejszy przyjaciel Darwina, zwany jego buldogiem, odpowiedział: Myślę, że tak, bo prawdziwym wstydem jest mieć przodków nie wśród małp, ale wśród ludzi, którzy sfrustrowani brakiem sukcesu w swoim zawodzie, zabierają głos w sprawach naukowych,  o  których  nie  mają  pojęcia. Teoria Darwina miała ogromny wpływ na intelektualne i kulturalne życie epoki wiktoriańskiej. Nauka zyskała wymiar mitu. Ludzkość wróciła do natury,     zanegowano granicę, którą religia ustaliła między rodzajem ludzkim a zwierzętami. Teoria selekcji naturalnej podważała biblijną historię stworzenia i kwestionowała nadrzędną rolę człowieka w świecie. Kolejne dzieło Darwina, The Descent of Man  (O  pochodzeniu  człowieka,  1871),  podkreślało  fakt  pochodzenia człowieka od zwierząt, a zasada doboru naturalnego zupełnie dyskredytowała dotychczas uznane wartości etyczne, moralne i estetyczne. 

Człowiekowi ery wiktoriańskiej coraz trudniej było pogodzić uczucia religijne z odkryciami naukowymi. Spojrzyjmy teraz na scenę polityczną. W okresie panowania Wiktorii Anglia stała się potęgą przemysłową, rozbudowała flotę handlową i zdobyła rynki   na całym świecie. Handel, rozwój banków, zdobycze kolonialne czyniły ją prawdziwym mocarstwem. Z drugiej strony były też porażki polityczne: powstanie sipajów, wojny krymska i burska. Gdzieś pomiędzy tymi zwycięstwami i klęskami rósł angielski nacjonalizm i duma narodowa. W sferze socjalnej początkowo nie było się czym chwalić. Reform Bill dał prawo głosu  klasie średniej, ale nie klasie robotniczej.  W  latach  czterdziestych przeszła przez kraj fala strajków, uformował się ruch czartystów, domagających się radykalnych reform i polepszenia sytuacji najuboższych. Około roku 1850 zaczął się okres względnej stabilizacji społecznej. W roku 1867 wydano The Second Reform Bill, który dał prawo głosu robotnikom. Wzrosła siła i znaczenie związków zawodowych, pojawiła się nowa partia - The Labour Party, która reprezentowała idee socjalistyczne. Londyn stał się centrum cywilizacji europejskiej. Filozofia polityczna podzieliła się w pierwszej połowie tego okresu na dwa nurty, utylitaryzm i transcendentalizm. 

Utylitaryści chcieli zreformować rząd, kościół, prawo i inne instytucje zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku. Wierzyli w postęp i patrzyli na życie z punktu widzenia rozwiązań praktycznych, optymistycznie wierząc w postęp cywilizacyjny i naukowy. W literaturze wiktoriańskiej satyrą na utylitaryzm jest szkoła pana Gradgrinda z Hard Times (Ciężkie czasy, 1854) Dickensa, gdzie uczniowie uczeni są właśnie faktów; żeby oszczędzić czas i uprościć szkolne procedury, nauczyciel nie poznaje nawet ich imion i zwraca się od nich per: "dziewczynko siódma". Dzieci z tej szkoły mają zakaz uczęszczania do cyrku, który symbolizuje iluzję, marzenia, a więc nie  fakty.  Utylitarystą  był  John  Stuart  Mill  (1806-73),  ekonomista i filozof,  którego Thougts on Parliamentary Reform (Myśli o reformie parlamentarnej, 1859) i Utilitarianism (Utylitaryzm, 1863) to najważniejsze wykładnie tego prądu filozoficznego. Mill twierdził, że działania są słuszne o ile zmierzają w kierunku osiągnięcia stanu szczęścia; są niesłuszne, jeśli zmierzają w kierunku odwrotnym niż stan szczęśliwości. 

Przez szczęśliwość rozumie się przyjemność i nieobecność bólu, przez nieszczęśliwość - ból i pozbawienie przyjemności. Ta zasada zwana prawem szczęśliwości, stanowiła kwintesencję utylitaryzmu. Mill głosił zasady tolerancji, wolności i nieingerencji państwa w życie obywateli. Mill był bardzo ciekawą osobowością. W wieku 3 lat uczył się greki, zanim skończył 8 lat, czytał klasyków w oryginale, kiedy miał 12 lat, czytał Logikę Arystotelesa,  a  także  przechodził  kurs  ekonomii politycznej. W swojej Autobiography  (Autobiografia, 1873) pisze, że od zupełnego wysuszenia emocjonalnego i załamania nerwowego uratowała go poezja Wordswortha, która "przeładowanej faktami" chłopięcej głowie ukazała świat wyobraźni. On Liberty (O wolności, 1859) Milla ostrzega przed niebezpieczeństwami tyranii i przed tak zwaną "kolektywną miernotą" w życiu społecznym i kulturalnym. Podczas gdy utylitaryzm był oparty na przesłankach racjonalnych, na wiktoriańskiej fascynacji nauką i postępem, transcendentalizm nawiązywał do idei romantycznych. Odrzucał utylitarystyczne twierdzenia, że religia to przesąd. 

Człowiek potrzebuje wiary, duchowość jest ważniejsza od świata materialnego, odkrywanie prawdy nie następuje jedynie drogą rozumową. Transcendentaliści   dzielili   się   na   dwie   grupy. Pierwsi odrzucali   zinstytucjonalizowane   chrześcijaństwo i szukali sposobu na znalezienie kodeksu moralnego poza sferą religijną, drudzy usiłowali reformować kościół (The Oxford Movement, o którym już mówiliśmy). Żeby uzupełnić szkicowy obraz epoki wspomnijmy teraz o sztuce, w której dorobek wiktoriańczyków jest tak bogaty, że siłą rzeczy muszą tam znajdować się zarówno arcydzieła, jak i obiekty miernej wartości. Przez wiele lat przymiotnik "wiktoriański" oznaczał "w złym guście", i za to musimy winić krytyków cywilizacji (Arnolda, Ruskina, a także Patera, a potem Virginię Woolf i jej klub Bloomsbury). 

Mówiąc o malarstwie wypada zacząć od prerafaelitów. Bractwo prerafaelitów (Pre-Raphaelite Brotherhood) powstało w 1848 roku w domu Johna E. Millaisa (1829-96). Millais miał wtedy tylko dziewiętnaście lat, William Holman Hunt (1827-1910) dwadzieścia jeden, a Dante Gabriel Rossetti (1828-82) - dwadzieścia. Ze względu na swoje włoskie pochodzenie Rossetti uważany jest za tego, który przydał bractwu aury tajemniczości i wymyślił inicjały P.R.B., umieszczane przez malarzy na płótnach. Te charakterystyczne podpisy były uważane za dziwaczne i nie przysporzyły młodym artystom sławy. Do bractwa dołączyło się jeszcze czworo młodych ludzi, w ten sposób tworząc magiczną liczbę siedem: Thomas Woolner - rzeźbiarz, F.G. Stephens (1828- 1907),  krytyk  sztuki  i  malarz,  James  Collinson  (1825-81)  i  brat  Rossettiego,  William (1829-1919). Sympatyzowali z nimi i otaczali ich opieką dwaj starsi malarze - Ford Madox Brown (1821-93)  i William  Dyce (1806-64).  Prerafaelici chcieli malować tak, jak wielcy mistrzowie przed Rafaelem. Nie jest prawdą, że nie znosili malarstwa Rafaela - pewnie go nawet zbyt dobrze nie znali, jak sugerują krytycy. Prerafaelici chcieli malować z uczuciem, świeżością i szczerością, czystością koloru i dbałością o szczegóły. 

Początkowo interesowali się przede wszystkim tematyką religijną, potem malowali motywy literackie, piękne kobiety, tajemnicze i tragiczne, tak jak na słynnym obrazie Beata Beatrix (1864-70) Rossettiego, wyobrażającym Lizzie Siddal, jego żonę, która popełniła samobójstwo przedawkowawszy laudanum. Mówiąc o malarstwie epoki wiktoriańskiej, trzeba wspomnieć też Williama Turnera, którego  Rain,  Steam  and  Speed  (Deszcz,  para  i  szybkość)  znakomicie oddaje fascynację techniką i postępem, tak charakterystyczną dla epoki. Byli też malarze, którzy przedstawiali nędzę tych czasów i postacie biedaków - najsławniejszy jest tu chyba obraz Henry’ego Wallisa (1830-1916) The Stonebreaker (Robotnik  z  kamieniołomów,  1857),  ukazujący  martwego  robotnika, który padł ze zmęczenia na wiejskiej drodze. W przeważającej części jednakże malarstwo epoki wiktoriańskiej odwracało się od tematyki społecznej i koncentrowało na życiu rodzinnym, a także na panoramicznych życiach grup i typów ludzkich. W.P. Frith (1819-1909), zasłynął z tego, że opierał się w swojej twórczości na fotografii, sztuce wówczas pionierskiej, ale prężnie rozwijającej się - wspomnijmy  tu "ojców  fotografii"  - Williama  Henry  Fox  Talbota  (1800-77) i Louisa Daguerre’a (1789-1851). Fotografia była dziedziną nową, która  znakomicie łączyła wiktoriańską fascynację nauką  z   poszukiwaniem   nowości w sztuce. 

Najsłynniejszą budowlą epoki królowej Wiktorii było wielkie szklane centrum wystawowe wybudowane w 1851 roku w Hyde Parku. Dziennikarz magazynu "Punch" nazwał je Crystal Palace, Pałacem Kryształowym. Z lotu ptaka wyglądał jak postawiona do góry nogami katedra i dlatego często uważano go za symbol odwróconych wartości, za pomnik postawiony w hołdzie materializmowi i zadufaniu. Prawda o powstaniu projektu była inna. Joseph Paxton (1801-65) po prostu naszkicował go na nudnym zebraniu dyrektorów kolei Midland. Crystal Palace okazał się funkcjonalny i znakomicie pomieścił wszystkie obiekty wystawowe. Niestety, architekci wiktoriańscy poszli inną drogą w poszukiwaniu narodowego stylu. Nie mogli się uwolnić od przeszłości, od ciężaru tradycji - nowe materiały były dostosowywane do  tradycyjnych form. 

Popularny stał się styl neogotycki, zwany w Anglii perpendicularnym. Może się wydawać dziwne, że używając ciągle określenia "wiktoriańska" nie wspomnieliśmy o królowej. Ale już wtedy brytyjski monarcha pełni funkcję reprezentacyjną, może być symbolem, częścią widowiska, gdzie swoją obecnością nadaje rangę uroczystości państwowej. Poza tym nie ma znaczenia. Wiktoria od wstąpienia na tron w czerwcu 1837 roku do ślubu z Albertem Saxe Gotha Coburg w lutym 1840 pozostawała pod opieką lorda Melbourne. Potem rodziła dzieci, zmieniała ministrów i doradców w ten sposób, by jak najlepiej chronić interesy raczej niemieckich krewnych męża niż działać dla dobra Anglii. Była tak nielubiana, że między rokiem 1840 a 1882 było pięć zamachów na jej życie. Po śmierci męża wycofała się z życia publicznego: wtedy pogardliwie nazwano ją "wdową z Windsoru", dopóki nie zaczęła wiele lat później znów pełnić urzędu królowej. 

Można powiedzieć, że o Wiktorii przypominano sobie jedynie w latach jej jubileuszy, w roku 1887 i dziesięć lat później, w 1897. Odeszła razem z wiekiem dziewiętnastym w roku 1901. Spróbujmy podsumować nasze rozważania o epoce wiktoriańskiej. Jej typowy przedstawiciel usiłuje pogodzić swoje wyobrażenia o Bogu z wiedzą naukową, która wynika z odkryć w dziedzinie geologii, astronomii, historii, ekonomii i biologii. Ma pewną nadzieję, że kościół anglikański może być gwarantem ładu moralnego. Jest dumny, że zniesiono niewolnictwo w koloniach, ale wstydzi się, że Anglicy budowali obozy koncentracyjne dla więźniów w wojnie burskiej. Chodzi do musichallu, podziwia osiągnięcia techniki na wystawie w Crystal Palace, lubi malarstwo Turnera i wydziwia na prerafaelitów. Jeśli jest przedstawicielem klasy średniej, za wszelką cenę chce być uważany za dżentelmana. 

Co najciekawsze, lubi być pouczany - czy to w sprawach religijnych, czy ekonomicznych, czy norm etycznych. Purytanie pod gołym niebem, anglikanie z ambony grzmieli, przekonywali, wyzywali i przeklinali oponentów. Powstawały tak zwane towarzystwa etyczne (Ethical Societies), które zakładały swoje domy zgromadzeń, gdzie odbywa- no spotkania niedzielne, śpiewano hymny i słuchano słów mentora. Tak naprawdę słuchacze nie spodziewali się odpowiedzi na swoje trudne pytania egzystencjalne - chcieli pięknego popisu oratorskiego. Podobnie było w dziedzinie literatury. Ogromnie popularni byli w tym okresie autorzy, których nazwiemy krytykami ówczesnej cywilizacji. Poświęcimy nieco więcej uwagi trzem: Thomasowi Carlyle (1795-1881), Johnowi Ruskinowi  (1819-1900)  i Matthew  Arnoldowi (1822-88).   

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama