Ila Erenburg Odwilż - fragment rozdziału XIV

Burza zaczęła się na godzinę przed świtem i była niezwykle silna. Na wprost domu Żurawlewa powaliła wielką brzozę, drzewo upadło na stróżówkę. Iwan Wasiliewicz, gwałtownie wyrwany ze snu, nie mógł zrozumieć, co się dzieje, miał wrażenie, że ktoś dobija się do drzwi. Szybko się ubrał i wybiegł na ulicę.

Była jasna, mroźna noc. Koło szpitala zobaczył przerażonego Jegorowa, bez czapki, który coś krzyczał, ale nie można było rozróżnić słów. Wreszcie Iwan Wasiliewicz zrozumiał: wichura przewróciła trzeci barak. Burza wzmagała się. Zdawało się, że jest w niej ślepa pasja, gniew, rozpacz - obala drzewa, rozrzuca słupy, podpory, deski, zrywa dachy, kołuje nieszczęsnymi ludźmi, jakby to nie byli ludzie, tylko kawałki drewna, podrywa z ziemi suchy, kłujący śnieg i z chichotem, z przy- świstem ciska go człowiekowi w oczy. Ludzie mówili potem: "Ależ burza... Jeszcze nigdy takiej nie było". Stary Jerszow protestował: o wiele silniejsza burza była w dzień jego ślubu, w roku 1908. Żurawlew kulił się zabobonnie na wspomnienie tej strasznej nocy, nie mógł zrozumieć, że burza przeszła nad kil- koma obwodami, wyrządziła mnóstwo szkód i że nie było w niej nic nadprzyrodzonego, na- wet Instytut Meteorologiczny ją przepowiedział. 

Reklama

Iwanowi Wasiliewiczowi zdawało się, że siły przyrody wraz ze złymi, zawistnymi ludźmi sprzymierzyły się przeciwko niemu, postanowiły go obalić, wyrwać z korzeniami, jak starą brzozę naprzeciw domu. Gdy tylko wybiegł na ulicę, od razu zrozumiał - nieszczęście! Obawiał się o niedokończoną halę montażową. Spotkawszy Jegorowa, pomyślał: teraz wszystko będzie na mnie!... Zacznie się gadanie, gdzie trzy bloki, dlaczego zwlekano, słowem, Żurawlew stanie się ofiarą... [...] Sześć dni spędził w dręczącym oczekiwaniu. Siódmego dnia zatelefonował drugi sekretarz Komitetu Miejskiego: "Komitet Centralny zawiadomił... Proszą, żebyście przyjechali osobiście złożyć wyjaśnienia". 

Żurawlew spodziewał się najgorszego, a jednak tak się zmieszał, że upuścił słuchawkę telefoniczną; długo rozlegały się żałosne sygnały, Żurawlew ich nie słyszał. Dlaczego nie zatelefonował Uszakow? Nie chce ze mną gadać... To zupełna kata- strofa! Myślałem, że zwrócą się do mnie z ministerstwa... "Złożyć wyjaśnienia". A cóż tu jest do wyjaśnienia? Była burza, to chyba wszyscy wiedzą... Żurawlew się skończył, w tym sęk! Gdzież sprawiedliwość? Czy ja rządzę pogodą? Bez hali odlewów precyzyjnych nigdy nie podołalibyśmy zadaniu. Poza tym to wielka oszczędność dla państwa... Naprzód za- twierdzili plan budowy, dwa razy gratulowali przedterminowego wykonania planu, a teraz człowieka topią. Dlaczego? Tylko dlatego, że była burza. Gdyby nie burza, na Pierwszego Maja otrzymałbym depeszę gratulacyjną. Nie ma tu za grosz logiki. Nie jestem smarkaczem, niedługo kończę trzydzieści osiem lat - i co mnie gubi? Pogoda. Przekład Jan Brzechwa

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama