Daniel Defoe - Fortunne i niefortunne przypadki Moll Flanders - fragment

Widzicie więc, że pierwszy popełniony grzech czyni wyłom w cnocie, przez który wślizgują się grzechy następne. Sumienie milknie, kiedy nastręczy się nowa pokusa. Gdybym nie była przystała na to drugie z nim spotkanie, wygasłaby lubieżna jego żądza i zapewne nigdy więcej nie uległby złym swoim skłonnościom - jak wierzę, iż przedtem im nie  ulegał.

Reklama

Kiedy odchodził, spytałam go, czy jest pewien, że nie został tym razem okradziony, na co mi odparł, iż bynajmniej o tym nie wątpi, po czym wsunąwszy rękę do kieszeni dał mi pięć gwinei. Były to pierwsze pieniądze, jakie od wielu lat zarobiłam w ten sposób. Kilkakroć odwiedzał mnie w podobnym celu, jednak nigdy nie zaproponował mi stałego utrzymania, co by mi było najdogodniejsze. Raz przecie spytał, z czego żyję. Odparłam bez namysłu, żem nigdy dotąd nie korzystała z takiej pomocy, jaką on mi zapewnia, gdyż zarabiam igłą na chleb, niekiedy zaś otrzymuję dużo roboty, że z ledwością mogę jej podołać.

Czynił sobie, jak mi dowodził, wyrzuty, iż on pierwszy sprowadził mnie z drogi cnoty, choć przecież sam nie zamierzał z niej zbaczać. Poruszała go też trochę myśl, że nie tylko siebie, ale i mnie przywiódł do grzechu. Często dzielił się ze mną słusznymi refleksjami o samej naturze swego występku oraz towarzyszących mu okolicznościach; rozpamiętywał, jak to wino wznieciło w nim złe skłonności, jak diabeł zawiódł go na jarmark św. Bartłomieja i tam podsunął mu pokusę. Z rozmyślań tych wyciągał zawsze stosowny morał.

Kiedy takie myśli go nawiedzały, odchodził i nie pokazywał się przez miesiąc lub dłużej. Lecz potem, gdy szły w niepamięć stateczne refleksje i dawna lubieżność dochodziła do głosu, pan mój wracał, znowu gotów grzeszyć. Żyliśmy tak czas pewien, a choć mnie nie utrzymywał, wielką zawsze okazywał mi hojność, tak że mogłam nie pracować, a co najważniejsze, nie musiałam imać się dawnego rzemiosła.

Przekład Krystyna Tarnowska

Encyklopedia Internautica

Reklama

Reklama

Reklama