Reklama

Angielska poezja schyłku XVIII wieku

Poezja, podobnie jak proza końca wieku, powstawała jako wyraz sprzecznych namiętności, zarówno w sferze uczuć religijnych, jak i przekonań politycznych. Z tej wewnętrznej walki duchowej miał się narodzić w przyszłej dekadzie romantyzm.

Wciąż była modna satyra.

Reklama

Charles Churchill (1731-64), początkowo ubogi pastor, zdobył sławę i pieniądze po opublikowaniu Rosciad (Roscjady, 1761), ostrego ataku na teatr i aktorów. Wigowscy dziennikarze, zbuntowani przeciwko rządom torysowskim, napisali Rolliad (Roljady, 1784), nie zostawiając suchej nitki  na elitach u władzy. Dostało się też królowi Jerzemu III - John Wolcot wyśmiewał go bezlitośnie w Lousiad (Luizjady). William Gifford skrytykował poetów sentymentalnych w Baviad (1794) i Maeviad (1795). Canning i Frere w swoim Anti-Jacobin (Antyjakobin) obrali za cel swoich kpin młodych poetów rewolucyjnych, Southeya i Coleridgea.

Nadal kwitnie poezja dydaktyczna.

W roku 1781 William Hayley pisze Triumphs of Temper (Triumfy temperamentu), później Samuel Rogers wydaje Pleasures of Memory (Rozkosze  wspomnień,  1792),  a  Thomas  Campbell  Pleasures  of  Hope  (Rozkosze   nadziei, 1799). Są to utwory eleganckie, klasyczne w formie, ale nie dorównują poematowi Botanic Garden (Ogród botaniczny, 1789-91), napisanemu przez Erasmusa Darwina. Utwór ten zachwyca niezwykłością metafor, oryginalnością, czystością brzmienia wiersza. Darwin wyraża swoje opinie o roli nauki i intelektu, pozwalając przemówić kwiatom w ogrodzie botanicznym. Choć Botanic Garden był wielokrotnie parodiowany, nawet w dzisiejszych czasach znajduje czytelników, którzy w poezji szukają przede wszystkich wdzięcznych rymów i pięknych porównań.

Tak naprawdę cała ta poezja, satyryczna i dydaktyczna, znana jest obecnie tylko historykom literatury. Wkrótce miał święcić triumfy romantyzm, i wspomniani autorzy końca wieku nie mieli szans na dłuższą popularność u czytelników i uznanie wśród nowej krytyki. Ale byli tacy, których reputacja przetrwała, a nawet wzrosła w następnych epokach literackich. Można by się zastanawiać, czy niektórzy autorzy tego okresu nie byli już, w głębi ducha, prawdziwymi romantykami.

Słuszniejszy chyba jest pogląd, że literatura końca wieku nie była jakąś świadomą kampanią skierowaną przeciwko tradycji klasycznej. To raczej okres dość naiwnie rozumianej nie- zależności, która brała się z oryginalności temperamentu, wybitnej, nieskrępowanej żadnymi kanonami osobowości twórczej. Mamy tu na myśli Williama Cowpera, George’a  Crabbe’a,  Roberta  Burnsa i, przede wszystkim, Williama Blake’a .

William Cowper (1731-1800) to poeta, który skromnie nazywał się "amatorem". Nie była to fałszywa skromność - Cowper był naznaczony, jak wielu mu współczesnych, syndromem okresu przejściowego - musiał się odnaleźć między augustiańską manierą postrzegania człowieka jako rozumnej istoty społecznej a romantyczną fascynacją naturą. To rozdarcie bardzo dobrze  widać w pierwszej części jego tomu The Task (Zadanie, 1785). W wierszu The  Sofa (Sofa) - czytaj fragment, przez dziewięćdziesiąt linijek w tonie żartobliwie-poważnym poeta opowiada dzieje sofy, potem jest fragment satyryczny o tych, którzy śpią podczas gdy powinni czuwać i nagle Cowper zupełnie zmienia styl, i mówi o swoich spacerach po wiejskich drogach, wśród pasących się owiec. Ostatnie sto linijek The Task to temat podsumowany słynnym "Bóg stworzył wieś, a człowiek miasto", Cowper przeciwstawia chaos i zgiełk Londynu ciszy i spokojnej kontemplacji natury, które są udziałem człowieka mieszkającego na wsi.

Cowper potrzebował ucieczki, nie tylko od wielkomiejskich koszmarów. Był słabego zdrowia, a z powodu swych kalwinistycznych przekonań żył w ciągłym strachu przed potępieniem i piekłem. Poezja natury, łagodna, znajoma, optymistyczna - była ratunkiem dla jego udręczonej duszy. Niestety, pisanie poezji nie ustrzegło Cowpera przed napadami silnej de- presji i okresów religijnej melancholii. Kiedy zaczął pisać, były to początkowo hymny, a potem poematy dydaktyczne, będące satyrą na zepsucie moralne ówczesnego społeczeństwa: Hope (Nadzieja)Charity  (Miłosierdzie)Table  Talk  (Rozmowa przy stole, 1782).

Cowper niemal po franciszkańsku wierzy we wspólną naturę stworzenia. Kiedy zwraca się do swojego ulubionego króliczka,  kiedy mówi, że tylko potwór mógł zagłodzić na śmierć ptaka w klatce, wyraża tym samym opinię, że Bóg jest obecny w każdym żywym stworzeniu i dlatego musimy je szanować. Cowper przedstawia polowanie na zwierzęta jako ponurą konsekwencję wygnania z raju. Dobre serce kazało popierać Cowperowi wszelkie ruchy filantropijne, takie jak kampania przeciw niewolnictwu. Z radością powitał zburzenie Bastylii.

Wszystkie utwory Cowpera zachowują elegancję i czystość formy, charakterystyczne dla epoki augustiańskiej. Tematyka jego utworów, inspirowana osobowością i prywatnymi obsesjami autora, stawia go w rzędzie poetów oryginalnych, których nie można łatwo przypisać określonej tendencji   literackiej.

Podobnie można wypowiadać się o poezji George’a Crabbe’a (1754- 1832), często nazywanego poetą augustiańskim. Rzeczywiście, Crabbe pozornie kontynuował tradycję kupletu, klasycystycznej antytezy i peryfrazy. A jednak jego poezja nie była podobna do niczego, co pisano w tym okresie. Zupełnie odmienne było jego podejście do natury. W utworze The Village (Wieś, 1783) Crabbe sprzeciwił się zarówno augustiańskiej tendencji sentymentalnego podejścia do natury, jak i romantycznej koncepcji, akcentującej jej boskość. Crabbe odrzucał tradycję pastoralną, która kazała patrzeć na wieś oczami Rousseau czy Goldsmitha. Wiejskie sielankowe szczęście i  czysta niewinność i naiwność wieśniaków to kłamstwo, którego rozprzestrzenianiu należy się sprzeciwiać. Epitafium dla zająca - czytaj.

Crabbe urodził się w Aldborough, w biednej rodzinie, studiował medycynę, z trudem usiłował się utrzymać pracując jako felczer, a wreszcie przyjął święcenia duchowne. Dobrze znał życie rolników i rybaków z okolic Suffolk - biedę, ciężką harówkę na niezbyt żyznej roli, pożałowania godny stan gospodarstw, okropne warunki sanitarne. Wieśniacy są zaniedbani zarówno przez kościół, który nie chce albo nie jest w stanie im  pomóc, jak i przez lekarzy, jeśli w końcu uda im się dotrzeć do szpitala.

Crabbe opisywał sceny z życia codziennego wsi, niedolę ludzi cierpiących pod nieprzyjaznym niebem na ziemi, którą opiewają turyści, a która miejscowym nie ma nic do zaoferowania poza głodową egzystencją. Crabbe mówi, że będzie malował chatę wieśniaczą tak, jak chce tego prawda, a nie jak pragnęliby ją widzieć romantyczni bardowie. Crabbe, tak jak Cowper, jest bliski filantropom. Jak oni, chce demaskować zło. Jego metodą jest satyra, która przypomina utwory Pope’a, ale ponieważ Crabbe jest większym od Pope’a humanistą, a raczej człowiekiem bardziej humanitarnym, mówi się o nim, że był Pope’em w wełnianych  pończochach.  Obraz świata przedstawiony przez Crabbe’a nie jest w żaden sposób upiększony. Czytelnik przeżywa wyłącznie bolesne emocje, nie oszczędza się ani jego oczu, ani uszu - poezja Crabbe’a jest bardzo zmysłowa i przemawia do wyobraźni...

Można Crabbe’a określić jako najbardziej nieromantycznego z poetów. Jednocześnie jego odwaga pisania na przekór obowiązującym tendencjom czyni z niego rewolucjonistę. Sprzeciwił się tendencji sentymentalizowania wsi i tzw. prostych ludzi, żądał prawdy i zmian społecznych. Crabbe był pesymistą, co widać też w późniejszych jego utworach - np. Parish Register (Rejestr parafialny, 1807), w którym pisze o wydarzeniach w jego własnej parafii czy w Borough (Miasteczko, 1810), gdzie przedstawia życie ludzi w małym miasteczku, Crabbe przyjmuje anglikańską perspektywę patrzenia na świat i w ten sposób określa miejsce człowieka w społeczeństwie, w jego hierarchii, wzajemnych zależnościach i obowiązkach.

W tym czasie żył też inny poeta, który pisał o życiu wiejskim. Był prawdziwym rolnikiem, swoje pieśni układał idąc za pługiem. Działo się to w Szkocji, a poeta wieśniak to Robert Burns (1759-96). Inaczej niż Crabbe, Burns pisał nie tylko o niedoli, ale też, przede wszystkim, o radościach płynących z pracy rolnika. Fakt, że chłop wydał tomik poezji, która w dodatku nie była napisana w języku angielskim, ale po szkocku, dialektem, to zupełnie rewolucyjne wydarzenie na scenie literackiej. Kiedy Burns pisał po angielsku naśladował styl i manierę Pope’a i jego szkoły. Kiedy pisał w swoim ojczystym języku, wybierał formę ballady. Podziwiał Allana Ramseya - którego zbiór The Ever Green (Wiersze niezapomniane, 1724) zapoczątkował ruch odrodzenia poezji szkockiej - i utwory Roberta Ferguson’a, który umarł w szaleństwie, w wieku dwudziestu trzech lat. Do myszy, Przemowa do bólu zęba, Do wszy - czytaj. 

Jak Cowley i Crabbe, Burns używał poezji do wyrażenia własnej natury ze szczerością i bezpośredniością nie mających sobie równych w literaturze. Jego poezja jest pełna pasji, gwałtownych emocji, sprzeciwia się surowości ideologii prezbiteriańskiej. Nie ma tu miejsca na ton dydaktyczny - Burns był człowiekiem, który grzeszył, żałował, ko- chał i nienawidził z równą siłą. Był wyrozumiały dla wyrzutków społeczeństwa, pijaków, bywalców gospody. Kochał naturę, współczuł myszce polnej, zgniecionej żelazem pługa, i przydeptanej stokrotce. Był demokratą i patriotą, dumnym ze swego kraju, broniącym praw Szkocji do niepodległości i niezależności.

Burnsowi Szkocja zawdzięcza wiele pieśni, ludowych zaśpiewek i wierszyków, które bez jego wysiłku zbieracza, wydawcy i popularyzatora folkloru, ode- szłyby w niepamięć. Znana jest jego wersja starego utworu The Two Dogs (Dwa psy), gdzie dwa psy - Cezar, którego panem jest człowiek bogaty, i Luath, collie biednego pasterza, dyskutują o stylu życia swoich panów. Widać w tym utworze rewolucyjne podejście do idei przynależności klasowej.

Niestety, Burns żył mocno, za szybko i za krótko. Jak jego bohaterowie nie stronił od kieliszka i grzesznych uciech. Ale jego poezja, jak powiedział inny wielki Szkot, sir Walter Scott, była warta dwadzieścia razy tyle, co wiersze Ramseya i Fergusona razem wzięte. Podobnie myślał powieściopisarz amerykański John Steinbeck, który nadał swojej powieści tytuł Myszy i ludzie, wzięty z wiersza Burnsa. W utworze To a Mousie (Do myszy) Burns, w bardzo naturalistyczny (a więc bliski Steinbeckowi) sposób mówi, że ani myszy, ani ludzie nie mają nigdy pewności, czy ich pracowicie wymoszczone gniazdo i poczucie stabilizacji nie zostanie zniszczone jednym ruchem kosy.

Encyklopedia Internautica
Reklama
Reklama
Reklama