Dość mi było odetchnąć, by wciągnąć w nozdrza zapach rozgrzanego żelaza!
Dławiący za- duch szerzył się w więzieniu! Coraz głębszy żar trwalił się w ślepiach, utkwionych w mej męce. Coraz możniejsza purpura utwierdzała się na powierzchni tych potwornych, krwawych malowideł! Zabrakło mi tchu! Dyszałem z trudnością! Nie mogłem wątpić o zamiarach mych katów - o! najnielitościwszych - o! najdemoniczniejszych na ziemi! Odskoczyłem daleko od rozżarzonego metalu ku środkowi więzienia. Wobec grożącej mi zagłady w ogniu myśl o chłodach studni skusiła mą duszę jak woń balsamu. Rzuciłem się na oślep ku jej śmiertelnym obrzeżom.
Wpiłem się wzrokiem w jej głębie. Blask płonącego sklepienia rozwidniał najtajniejsze zakamarki. Lecz oszołomiony przez mgnienie rozum mój wzbraniał się myśleć nad treścią tego, co zobaczyłem. W końcu owo ujrzane wdarło się do mej duszy przemocą, zwycięsko! Ognistymi zgłoskami wyryło się w mym przerażonym umyśle! O, słów, słów, aby to wypowiedzieć! O, co za zmora! O! wszelkie zmory, prócz tej tam jedynej! Z krzykiem odskoczyłem od ocembrowania i ukrywszy twarz w dłoniach, płakałem rozpaczliwie. Przekład Bolesław Leśmian